stadionowy top logo cyklu
Wywiady

Stadionowy TOP i Aleksander Roj

Przeczytasz w 12 min

Dziś w cyklu Stadionowy TOP moim rozmówcą będzie dziennikarz TVP SPORT Aleksander Roj. Opowiedział mi o swoich ulubionych stadionach, jak wyglądała jego droga do redakcji sportowej TVP oraz powspominaliśmy ostatni mundial w Katarze. Zapraszam na rozmowę!

 

Proszę opisz swój stadionowy TOP 5 i dlaczego akurat takie stadiony znalazły się w rankingu.

Na pierwszym miejscu na pewno stadion Camp Nou, na którym miałem przyjemność być na derbach Barcelony z Espanyolem. Stadion Barcelony jest generalnie stadionem starym, ale jest ogromny i ta jego monumentalność powoduje, że atmosfera jest niesamowita. Ja też jestem sympatykiem Barcelony, więc to ma jakiś wpływ, że ten stadion stawiam na pierwszym miejscu. Drugie to stadion w Katarze Al Thumama – połączenie światowego przepychu z kameralnością. Byłem na pięciu stadionach w Katarze i on wydawał się najbardziej przyjazny. Bardzo przyjemnie się tam oglądało mecze. A jeśli już jesteśmy w wątku katarskim to na pewno stadion Lusail, który jest przepiękny i przeogromny, z zewnątrz też wygląda okazale. Nasz Stadion Narodowy też ma coś w sobie magicznego i ranking bym uzupełnił stadionem Old Trafford. Do młodzieniaszków nie należy, ale robił wrażenie.

 

Pierwszy stadion, na którym byłem służbowo/prywatnie to…  – co to było za wydarzenie?

Na pewno byłem z tatą na meczu GKS-u Tychy, tylko nie pamiętam kto był przeciwnikiem i jaki był wynik. Pamiętam, że strasznie się wynudziłem.

 

Pierwsza osoba, która mnie zabrała na stadion to był(a)…  –  proszę opisz ten szczególny dzień.

To był tata i wujek, zabrali mnie na mecz GKS-u Tychy.

 

Który turniej miał najciekawsze stadiony wg Ciebie i był najlepiej przygotowany organizacyjnie?

Bez wątpienia mundial w Katarze był niesamowity. Mogłeś obejrzeć sobie praktycznie cztery mecze dziennie ze względu na krótkie odległości. To nie było możliwe na żadnym mundialu i podejrzewam, że już takiej możliwości nie będzie. Były podobno osoby, które obejrzały 56 meczów na mundialu! Dużym sentymentem darzę także EURO 2000, uważam, że to był turniej niesamowity. Z opowieści wiem, że mundial w Niemczech w 2006 roku był też świetnie zorganizowany dla dziennikarzy.

Aleksander Roj Twitter

Co sądzisz o mundialu w Katarze (sportowo i organizacyjnie) oraz tamtejszych stadionach?

Organizacyjnie świetny natomiast zaznaczmy, mundial w Katarze jest zabarwiony krwią ludzi, którzy  zginęli, którzy tam pracowali przy budowach infrastruktury.

Jeśli chodzi o miniony turniej, to mogę podać przykład katarskiej gościnności. Kiedy szedłeś do toalety, stało tam dwóch ludzi, którzy mieli za zadanie by ta toaleta była czysta, do takiego stopnia jakby była nieużywana. Druga kwestia to taka, że ja miałem czasem wrażenie, że ci ludzie, którzy tam pracowali czytali nam w myślach. Jeśli np. szukałem drogi to ktoś z obsługi od razu wiedział co mi odpowiedzieć. Obserwowali nas i od razu wiedzieli, że czegoś potrzebujesz. Byli bardzo uprzejmi i gościnni. Niezwykłością tego mundialu był także ograniczony dostęp do alkoholu,  co bez wątpienia wpływało na to, że na meczach było spokojnie.

A sportowo to chyba był najlepszy mundial za mojego życia. Jeszcze może Francja ’98 i Brazylia ’14 były dobre pod względem sportowym. Według mnie dobrym pomysłem było rozgrywanie mistrzostw w trakcie sezonu. Trenerzy nie mieli dużo czasu na treningi stałych fragmentów, więc wiele goli padało „z gry”. Nie zdziwię się jeśli następny mundial też będzie w innej porze roku rozgrywany np. we wrześniu i październiku.

 

Jak wyglądała atmosfera na turnieju w Katarze? Czy Katarczycy żyli tym turniejem? Czy faktycznie było dużo „kupionych” kibiców”?

Kupionych kibiców było dużo. Jak szedłeś po meczu np. Argentyny z Arabią to było widać, że to byli ludzie np. z Pakistanu przebrani w barwy Argentyny i wcale się z tym nie kryli. Ale przyznawali, że Messi to ich ulubiony gracz.

Natomiast samej atmosfery mundialowej się nie odczuwało. Dopiero jak się poszło na lokalny targ, gdzie można było kupić pamiątki to tam faktycznie można było poczuć nieco mundialowej atmosfery. Gdzie była chociażby strefa kibica ale na co dzień poza dniami meczowymi to trudno mówić o klimacie mistrzostw. Rozczarowany byłem kibicami z Anglii bo ich było bardzo mało i nie robili atmosfery. Podczas meczu z Senegalem ładnie zaśpiewali hymn, ale poza tym siedzieli cicho na stadionie.

 

Czy da się porównać mundial z Rosji 2018 z tym ubiegłorocznym? Oba miałeś okazję obsługiwać.

Na mundialu w Rosji byłem trochę w innej roli, ale wtedy na pewno było fajniej niż w Katarze pod względem naturalności kibicowskiej.

 

Mecz, który oglądałem na żywo i nigdy go nie zapomnę to…?

Finał Mistrzostw Świata bez wątpienia! Czy można sobie wyobrazić lepszy mecz niż ten Argentyna – Francja w finale? Może tylko Liverpool z Milanem z LM z 2005 roku może kandydować o to miano. Natomiast w tym meczu finałowym miałeś wszystko, bramki Mbappe, Leo Messiego, Szymona Marciniaka jako głównego sędziego, atmosferę na trybunach a także wśród dziennikarzy. Praktycznie każdy dziennikarz był za Argentyną. Każdy chciał by w końcu Messi zdobył Puchar Świata. Dramaturgia meczu niesamowita. Zaryzykuję stwierdzenie, że nie zmienię tego wyboru do końca życia. A niewiele brakowało bym na tym meczu nie był.

 

PYTANIA EXTRA

Skąd u Ciebie zainteresowanie piłką nożną?

Trudno stwierdzić, ale od zawsze się nią interesowałem. Będąc mały dzieckiem miałem krótki okres w życiu, gdy miałem wstręt do piłki, ale później wszystko wróciło do normy. Lubiłem grać w piłkę. Trudno wspomnieć jakiś kluczowy moment.

 

Z pewnością drugą ulubioną dyscypliną są skoki narciarskie. Kto „zaraził” Cię miłością do tej dyscypliny? Czy to był czas „Małyszomanii”?

To zależy jak to interpretować. Czy chodzi o zainteresowanie sportem czy chodzi o jego uprawianie. Były czasy kiedy bardzo się interesowałem koszykówką. Ale gdybym miał stwierdzić, że to moja druga dyscyplina i miałbym wystąpić w quizie z wiedzy z danej dyscypliny to niech będą skoki. Zainteresowanie zaczęło się niekoniecznie w czasach „małyszomanii” bo pamiętam, że zanim Adam Małysz osiągał największe sukcesy, to zawsze zasiadałem do oglądania Turnieju Czterech Skoczni. Janne Ahonnen i Martin Schmitt – te nazwiska coś mi mówiły przed czasami Małysza.

 

A prywatnie jesteś sympatykiem szachów oraz padla. Ta druga dyscyplina rozwija się w Polsce coraz szybciej.

Tak, ostatnimi czasy gram w padla i squasha co jest paradoksem, bo za dzieciaka w ogóle nie miałem styczności z rakietą, chyba, że do ping ponga w szkole.  Nawet ostatnio zacząłem grać w tenisa ale to dyscyplina zbyt trudna, żeby próbować się w niej specjalnie rozwijać. Więc skupiam się na sportach prostszych. No i szachy. Praktycznie od pierwszej klasy podstawówki gram w szachy, tata mnie nauczył. Później poszedłem na kółko szachowe. Jak skończyłem wiek juniora to zawiesiłem granie, a teraz mam renesans z tą dyscypliną. Jak jest okazja to też na żywo staram się grać w jakimś turnieju, a tych w Warszawie nie brakuje.

 

Garii Kasparow faktycznie tak dobrze gra? Widziałeś jego pojedynek na żywo podczas turnieju w Polsce.

Skończył karierę jakiś czas temu, więc już nie jest tak dobry jak kiedyś, ale to wciąż genialny szachista i widać u niego temperament. Szczególnie, jak się nieco irytował podczas gry symultanicznej. Człowiek o wielu horyzontach. Rozmowa z nim to jedna z bardziej stresujących jakie miałem, bo wiem jaka to wielka postać, a także jaki może być wybuchowy. Nasza rozmowa dotyczyła nie tylko szachów, ale też wojny na Ukrainie, więc wiedziałem jaka odpowiedzialność na mnie ciąży, ale muszę przyznać, że po pierwszym pytaniu jego spokój spłynął na mnie i dalej gładko poszło. Imponująca jest też jego wiedza, a także wysoki poziom języka angielskiego.

 

Pamiętasz swój pierwszy skomentowany mecz? Bardziej ciągnęło do bycia komentatorem czy reporterem?

Hmmm. Zacząłem przygodę z komentarzem dla TVP przygotowując materiały do magazynu BARCA TV i to były mecze z odtworzenia. Później dostałem szansę podczas 1/16 Pucharu Francji i meczu Lyon – Marsylia. To był mój pierwszy mecz na żywo. A później był Golden Cup czyli Puchar Ameryki Północnej, Środkowej i Karaibów. Pamiętam, że komentowałem o trzeciej nad ranem. I komentowałem sam bez współkomentatora. Mimo tak późnej pory i szansy, że mało ludzi będzie oglądać mecz, to stres jest ten sam. A największy stres dla komentatora jest wtedy, gdy w jednym momencie jest przeprowadzanych kilka zmian w drużynie.

Zawsze mnie ciągnęło do komentowania, to było moje największe marzenie i zawsze do tego dążyłem. A praca jako reporter wyszła „w praniu” w trakcie pracy zawodowej. Wyszedłem z założenia, że jak nie będę komentatorem to będę dziennikarzem a jak będę dziennikarzem to bardziej prasowym, bo zawsze dobrze mi się pisało. Czyli wszystko miało wyglądać inaczej.

 

Jaka była Twoja droga do pracy w telewizji?

Zaczynałem od Akademii GKS-u Tychy. Tam się zajmowałem takimi rzeczami organizacyjnymi, prowadziłem gazetkę, pisałem artykuły, współredagowałem stronę. No i w pewnym momencie dostałem propozycję by się pojawić w TVP i niekoniecznie w redakcji sportowej. Byłem tydzień na praktykach, później zaproponowano mi pracę w sporcie ale wiązało się to z zamieszkaniem w Warszawie co było dla mnie szokiem. Trochę się tułałem w tej Warszawie i mój pobyt wydłużył się do 4 miesięcy. I tak zostałem.

 

2 Liga to nierzadko peryferie futbolu. Jakie były najbardziej ekstremalne warunki w jakich przyszło Tobie komentować mecz?

Pierwszy mecz jaki komentowałem ze stadionu to był mecz z obiektu Ruchu Chorzów. Rywalem była Olimpia Grudziądz. Już wtedy zderzyłem się ze specyfiką pracy ze stadionu. Mecz komentujesz z budki przez szybę. Ale mogło być gorzej. Na stadionie Znicza w Pruszkowie, mecz komentowałem z wysokiego podestu stawianym na potrzeby transmisji, notatki łatwo zwiewa, deszcz zacina. Na stadionie Olimpii w Elblągu jest taka wieżyczka i wyglądasz jak DJ zabawiający ludzi. Na stadionie Stali Rzeszów przed swoim stanowiskiem widzisz duże przęsło, które zasłania obraz. A do tego wątki kibicowskie też dodają adrenaliny podczas komentarza 2 ligi. Ma to swój urok i folklor.

 

Czy redakcja TVP Sport do dobre miejsce na rozwój dla młodych dziennikarzy?

Tak, jak najbardziej. Zwłaszcza teraz, wydaje mi się, że to dobry poligon doświadczalny. Przede wszystkim przez mnogość dyscyplin jakie można obsługiwać.

 

Kiedyś prowadziłeś program Słownik Sportowej Polszczyzny. „Tłumaczyliście” wspólnie z Maciejem Jabłońskim język podczas komentarza transmisji sportowych. Ciekawy program edukacyjny. Z jednej strony wypełniacz czasu podczas pandemii, ale jednak można było się dużo z niego dowiedzieć.

Maciek Jabłoński zrobił super robotę, przeprowadził to w sposób merytoryczny. Zwracaliśmy uwagę na rzeczy, które zazwyczaj są pomijane. Moim zdaniem w tych czasach dbałość o język upadła. Coraz więcej jest młodzieżowych wstawek, nie mówiąc już o angielskich. Takie inicjatywy są na pewno w cenie. Mi też to dało dużo, chociażby przygotowując się do transmisji pod względem językowym. Pomysłodawcą projektu był redaktor Jerzy Chromik, który w redakcji prowadził m.in. konsultacje językowe. Sam chodziłem do niego i analizowaliśmy zdanie po zdaniu z moich transmisji. I na bazie tego przygotowywałem odcinki. Tłumaczyliśmy czy lepiej powiedzieć „uderzył na bramkę” czy „uderzył w światło bramki.” Albo „strzelił” czy „kopnął”. Co to jest krótki słupek? To drugi jest krótszy? Zamiast „stały fragment gry” może powinno się mówić „stały element gry” ale wtedy pewnie bym nie był zrozumiany.

 

Z kim chciałbyś najbardziej przeprowadzić wywiad i dlaczego ? (nie musi to być postać ze sportu)

Wiele jest takich osób. Ale jak mam wybrać jedną osobę ze świata sportu byłby to Pep Guradiola. Dla mnie postać nietuzinkowa, która zmieniła futbol. Mam wrażenie, że nadal chce go zmieniać. Duża gaduła, pasjonat, mimo wielu lat na szczycie dalej ma w sobie obsesję i szaleństwo. Z pewnością byłby dobrym rozmówcą.

Wahałbym się co do Messiego, ale on chyba nie opowiedziałby mi wielu ciekawych rzeczy. No i na pewno Michael Jordan. Ze świata tenisa też Roger Federer.

 

W jednym roku być na Olimpiadzie i Mundialu to chyba dla dziennikarza sportowego najwyższe wyróżnienie?

Z pewnością. Jak sobie teraz przypominam pobyt w Chinach to ja „za Chiny” nie chciałbym tam wrócić. To był miesiąc gdzie byliśmy zamknięci w bańce a Pekin zwiedziłem tak na dobrą sprawę podczas przedostatniego dnia Igrzysk, kiedy był finał hokeja na lodzie i wsiadłem do złego autobusu i pojeździłem sobie trochę po mieście. Wieczne dezynfekcje, co godzinę mieliśmy dezynfekowany korytarz w hotelu, codzienne badania na koronawirusa. Obsesja była niesamowita. Dogadać się z chińczykami to też była abstrakcja. Pamiętam, że jak chciałem pożyczyć patelnię do pokoju bo chciałem sobie podgrzać jedzenie to osiem osób starało mi się pomóc. Wszechobecna kolektywność, jedna osoba nie jest w stanie czegoś załatwić. Mimo, że pokazałem obrazek patelni w komórce to i tak było ciężko.

Mieszkaliśmy w kompleksie hotelowym gdzie było pięć restauracji, w pewnym momencie otwarte były tylko dwie a później je też zamknęli. Na terenie mieliśmy jeden sklep, a wkrótce i on był zamknięty na dwa dni. Ale sportowo, emocje były piękne. Na przykład pierwszy raz byłem na curlingu.

 

Największe zawodowe marzenie to…?

Skomentować finał Ligi Mistrzów albo Mistrzostw Świata.

 

W takim razie życzę spełnienia marzeń!

A.ROJ podpis

Fot. Twitter A. Roj

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Skip to content